Nie wiem, jaka pogoda będzie w lutym, ale nawet jeśli nie chwycą jakieś nadzwyczajne mrozy, i tak będziemy – raz mniej, a raz bardziej – marzli. I marzyli o ciepłych stronach świata. Na daleką podróż pewnie niewielu może sobie pozwolić, ale w podróż kulinarną, na dodatek we własnej kuchni, może udać się każdy. Nie powiem, że zupełnie za darmo, ale myślę, że uda się zmieścić w 20 zł – mniej więcej tyle
powinny kosztować przyprawy, dzięki którym zjemy zupę jak z malezyjskiej czy tajskiej rodzinnej knajpki, wspaniałe indyjskie curry czy meksykańskie chili. Oczywiście przypraw tych nie zużyjemy naraz, zostanie na niejedną jeszcze kulinarną wyprawę w dalekie strony. Bo takie jedzenie wciąga – dobrze dobrane przyprawy dodają – w sumie prostym przecież potrawom – niesamowitego bogactwa smaków i aromatów. Można to najłatwiej zauważyć na przykładzie „wietnamskiego rosołu, czyli zupy pho, którą gotuje się na kościach i cebuli, za to z dodatkiem imbiru, goździków, anyżu, kardamonu i cynamonu, powoli i przez kilka godzin, i proszę mi uwierzyć, niewiele jest na świecie zup, które są tak pyszne i zdrowe jak to biedne pho! Poza tym, w naszym klimacie,
jedzenie bogato i wyraziście przyprawionych dań zwyczajnie się opłaca – zdrowotnie. Wszystkie przyprawy ostre i większość korzennych ma właściwości silnie rozgrzewające i bakteriobójcze, co chroni nas przed infekcjami. Oraz przyspieszające przemianę materii nawet o 30%, co oznacza, że możemy zjeść trochę większą porcję i nie pójdzie nam w biodra. Zachęcam do przejrzenia swoich szafek z przyprawami i uzupełnienia braków – zwłaszcza w sieci, gdzie jest mnóstwo sklepów z przebogatym asortymentem i cenami na każdą kieszeń. A inspiracji do wykorzystania nowo nabytych
składników proszę szukać w naszym lutowym numerze!